Telewizyjna kariera krakowskiego robota

2019-09-15 Telewizyjna kariera krakowskiego robota

„Daj się poruszyć” - to hasło w pełni oddaje misję firmy założonej w Krakowie przez Bartłomieja Wielogórskiego i Grzegorza Piątka. Poruszająca jest też historia, która stoi za jej powstaniem.


Wszystko zaczęło się od maila. Grzegorz Piątek, młody i ambitny student mechatroniki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, dostał go na firmową skrzynkę. Była to wiadomość od kolegi z pracy, który prosił o przekazanie jednego procenta podatku na rehabilitację swoich synów - Franka i Jerzyka. Chłopcy chorują na dziecięce porażenie mózgowe, obaj wymagają kosztownej rehabilitacji pod okiem fizjoterapeutów. Ich tata jednym mailem do Piątka wygrał los na loterii. Trafił bowiem nie tylko na człowieka o złotym sercu, ale też na genialnego konstruktora. Grzegorz Piątek w owym czasie studiował podyplomowo mechanikę i budowę maszyn na swojej macierzystej uczelni oraz przymierzał się do pisania pracy magisterskiej. Po konsultacji z promotorem zdecydował, że w ramach pracy dyplomowej zbuduje robota, który pomoże chorym bliźniakom ćwiczyć nogi.

Projekt był ambitny i nowatorski, a do tego miał wiele ograniczeń konstruktorskich tj. musiał być lekki (ważyć nie więcej niż 30 kg), przenośny (zmieścić się w bagażniku) i bezpieczny. Tu nie było miejsca na błędy. Takich maszyn nie produkowano dotąd w Polsce, a te zachodnie były zbyt masywne i drogie.

Największym wyzwaniem okazało się jednak wygenerowanie tak zwanego cyfrowego wzorca chodu. „Robotonogi” mają bowiem za zadanie naśladować ludzkie ruchy, jakie wykonujemy podczas chodzenia. A konkretnie ruchy 6-letnich chłopców o wzroście i wadze zbliżonej do obu małych pacjentów.

Skonstruowanie robota kosztowało Piątka dwa lata wytężonej pracy i ponad 50 tys. zł. Dlatego młody naukowiec musiał wziąć kredyt w banku, aby sfinansować projekt. Najważniejsze jednak, że się udało. Zanim w 2011 roku obronił pracę dyplomową, jego „robotonogi” trafiły do domu bliźniaków. A twórca nie wziął za nie pieniędzy od rodziców dzieci.


Zwykły bohater

Na tym historia mogłaby się skończyć. Konstruktor dopiął swego - robot działa bezbłędnie, spełnił wszystkie bazowe założenia i jest nieoceniony przy rehabilitacji chorych dzieci. Okazało się jednak, że był to dopiero początek. Wielogórski zaczął szukać finansowania, zgłaszał wynalazcę i urządzenie do licznych konkursów. Robot Piątka zaintrygował nie tylko fizjoterapeutów, lekarzy i rodziców dzieci z porażeniem mózgowym, rozszczepem kręgosłupa czy uszkodzeniami mózgu, ale zainteresowała się nim też telewizja. 28-latek trafił do programu "Zwykły Bohater" TVN i Onetu (m.in. Szymon Hołownia, Henryka Krzywonos, Ewa Drzyzga) i podbił serca Polaków. Dzięki SMS-om od poruszonych widzów wygrał konkurs i otrzymał czek na 200 tys. zł. Zamiast jechać na egzotyczne wakacje, albo kupić nowe auto, pieniądze przeznaczył na udoskonalenie swojego projektu i start biznesu (do którego namawiał go szwagier).

- On jest od śrubek, ja od całej reszty - śmieje się Bartłomiej Wielogórski, wspólnik i jednocześnie szwagier Piątka. To Grzegorz konstruuje nowe urządzenia, zajmuje się testowaniem tego co zbudowano, technologiami i serwisem. Bartłomiej, który został prezesem firmy, kieruje całą resztą. Firmę założoną w 2013 roku nazwali Prodromus, co oznacza z łaciny zwiastun,


Garażowe początki


Na początku Prodromusa wsparł JCI Venture, fundusz posiewowy Uniwersytetu Jagiellońskiego - Zdecydowałem, że to najbezpieczniejsze rozwiązanie - mówi Wielogórski. Pieniądze z nagrody i od inwestorów pozwoliły na prace nad ulepszeniem projektu. Tym razem trzeba było stworzyć robota, który będzie rósł razem z pacjentem, by mógł na nim ćwiczyć przez kilka lat i który będzie spełniał normy jakie stawiane są wyrobom medycznym.

Zanim firma przeniosła się do siedziby w budynku Instytutu Nafty i Gazu w Krakowie, większość prac odbywała się w garażu przy domu Bartłomieja. - Pracowaliśmy we czterech na 14 metrach kwadratowych, często bez snu i po kilkadziesiąt godzin. Dziś mamy do dyspozycji 200 metrów kwadratowych, gdzie mieści się nasze biuro, laboratorium i część produkcyjna. Zespół liczy 12 osób - wylicza Wielogórski.

Robot był gotowy w 2015 roku. Dużo rzeczy unowocześniono względem prototypu - maszyna jest trwalsza i wyposażona w nowocześniejsze, zaawansowane oprogramowanie. Jak wygląda? Urządzenie wyposażone jest w dwie ruchome ortezy, w które pacjent wkłada nogi. Precyzyjnie odwzorowany schemat chodu zdrowego człowieka wykonywany przez maszynę jest następnie przenoszony na pacjenta w czasie rehabilitacji. Terapeuta prowadzący zabiegi może skorzystać z dwóch programów: standardowego i dla pacjentów z przykurczami. Każdy z nich ma pięć ćwiczeń: chód, przysiady, wymach, rowerek i chodzenie po schodach. Takiego zestawu nie oferuje żadne inne urządzenie na świecie.


Międzynarodowa kariera


Udoskonalona wersja Prodrobota prosto z garażu pojechała na pierwsze targi do Łodzi, wkrótce potem do Niemiec. Zainteresowanie trenażerem przerosło najśmielsze oczekiwania jego twórców, a to dlatego, że ich maszyna była tańsza, lżejsza i mniejsza od podobnych urządzeń produkowanych na Zachodzie. Polski robot kosztuje 270 tys. zł, dużo taniej niż te od zagranicznych producentów, a oferuje podobną jakość terapii. Poza tym można go wstawić nawet do niewielkiej sali ćwiczeń czy gabinetu.

Pierwsze zagraniczne zamówienie przyszło z Czech, potem otworzyły się kolejne kierunki eksportu - Niemcy, Rumunia, Ukraina, Węgry, Słowacja, Kazachstan, a nawet Chiny i Arabia Saudyjska. Do końca 2018 roku firma sprzedała 24 sztuki swojego „trenażera chodu”. - W tym roku zamierzamy wejść na kolejnych kilka rynków, w tym do USA. Jesteśmy też w trackie tworzenia „dużego” robota, takiego który pomoże w rehabilitacji osób dorosłych - mówi Wielogórski. Kolejnym produktem firmy ma być system „feedback” (ang. informacja zwrotna), czyli oprogramowanie, które będzie sprzedawane jako dodatkowa opcja do Prodrobota, albo adaptowane do innych urządzeń rehabilitacyjnych. System bazuje na odczytach z kilku czujników, które pokazują jak pacjent chodzi, gdzie ma problemy, jak stawia stopę. W oparciu o te dane terapeuta będzie miał ułatwione zadanie w stawianiu diagnozy i opracowaniu zestawu ćwiczeń.


Duży Prodrobot ma pomóc w rehabilitacji osób po kontuzjach, sportowców, niepełnosprawnych czy ofiar wypadków. - Można sobie wyobrazić, że nawet reprezentacja w piłce nożnej może używać naszego robota do fizjoterapii zawodników po ciężkich meczach - mówi Wielogórski.

Prodromus w ciągu ostatnich lat zebrał wiele nagród branżowych w kraju i za granicą. Jest też jedną z firm wyróżnionych w projekcie Mapa Marek Małopolski.